https://sellio.store/pl/page/60/     https://fashionetta.org/pl/page/60/     https://home-partner.org/pl/page/60/     https://car-paradise.org/pl/page/60/     https://car-accessories.net/pl/page/60/     https://modeo-shop.com/pl/page/60/     https://wibratory.net/pl/page/60/     https://etui-empire.com/pl/page/60/     https://e-papierosy.org/pl/page/60/     https://ero-land.org/pl/page/60/     https://lampy-sklep.com/pl/page/60/     https://desteo.org/pl/page/60/     https://shopara.org/pl/page/60/     https://shopme-online.org/pl/page/60/     https://shopinio.org/pl/page/60/     https://shopopolis.org/pl/page/60/     https://shoporama.org/pl/page/60/     https://desuto.org/pl/page/60/     https://shopsy-online.org/pl/page/60/     https://e-shopsy.org/pl/page/60/     https://vandershop.net/pl/page/60/    https://e-shopsy.org/pl/page/60/    https://fash-life.com/    https://web-geek.info/de/

fashion-tips.info

Kolejna witryna oparta na WordPressie

Styl

Ewolucja osobistego stylu

Wydaje mi się, że już kiedyś o tym mówiłam, ale z odnajdywaniem swojego osobistego stylu bywało różnie. Czasami za bardzo starałam się dopasować do otoczenia, innym razem za bardzo chciałam się wyróżnić. Dla mnie to niemal jedno i to samo. Żadne z nich nie przyszło naturalnie, ale oba były celowymi wyborami zakorzenionymi w społecznym celu. Wiem, że czasem wydaje mi się, że próbuję się wyróżnić, ubierając się tak, jak to robię, na co dzień na Florydzie. Ale bycie sobą a próba wyróżnienia się to zupełnie różne rzeczy.

Ewolucja osobistego stylu

Przez dużą część mojej młodości starałam się nie tyle dopasować , co wtopić w tłum, zakamuflować się jako przedstawicielka roślinności wśród kwieciaków. Najzabawniejsze jest to, że odzwierciedlało się to bardziej w moim usposobieniu niż w wyborze ubrań. Patrząc wstecz, przez większość czasu, kiedy wydawało mi się, że wtapiam się w tłum, nosiłem dość dzikie ubrania w porównaniu z moimi rówieśnikami. Nie interesowało mnie podążanie za trendami tylko dlatego, że były modne. Nosiłam to, co mi się podobało, i wyrażałam siebie poprzez własny styl, ponieważ bardzo trudno było mi zrobić to w inny sposób.

Poza kilkoma latami w gimnazjum, kiedy moją modą były szorty BONGO mojej mamy i za duże koszule z Kubusiem Puchatkiem, zawsze eksperymentowałam z własnym stylem, jednocześnie kurcząc się w sobie i czyniąc się tak małą i dyskretną, jak to tylko możliwe wobec obcych. Moje lawendowe sznurówki i poliestrowe koszule z lat 90. i 70. zdradzały moją nieśmiałą osobowość. W szkole średniej nosiłam metaliczne niebieskie i zielone spodnie, różowe satynowe spodnie typu bell bottom lub wężową sztuczną skórę, ale ledwo potrafiłam wypowiedzieć jedną sylabę do chłopaka, który mi się podobał.

Nawet gdy zaczynałam nabierać pewności siebie, pojawiał się mój lęk społeczny i tłumił mój głos.

Kiedyś udawałam, że nie jestem obecna, żeby uniknąć przyjęcia nagrody na scenie… za największe prawdopodobieństwo zdobycia Oscara. Kolega z klasy powiedział, że zachowuję się modnie, aspołecznie, jakbym w akcie chłodnego buntu obalała zgromadzenie, na którym wręczane są nagrody. Poddałam się temu, ponieważ nastolatka wolała być postrzegana jako osoba powściągliwa niż zdenerwowana.

Mam na sobie sweter Chrissa Sparkles, starą torebkę Kate Spade, czerwony skort (poniżej 20 dolarów) i białe buty do gogo.

Ironia losu, że lękliwa społecznie, roztrzęsiona chihuahua zdobywa nagrodę na podstawie występów scenicznych przed tłumami. Ale granie i śpiewanie było łatwe – wystarczyło zmienić kostium, wcielić się w inną postać. Wyzwaniem było bycie sobą.

Nosiłam czerwone buty w stylu vintage, wysokie na uda, aż się rozpadły. Nieważne, czy było 90 stopni, buty się nosiło.

Potem przyszły studia i – choć to banał jak z filmu o dojrzewaniu – poczułam, że to szansa, by odkryć siebie na nowo.

Nie znałem wielu ludzi na kampusie i postawiłem sobie nowe wyzwania. To właśnie wtedy zaczęłam usilnie próbować się wyróżnić. Nowy kampus, nowa ja, dużo pończoch z siateczki jako rękawów, wszystko pocięte i poskładane z powrotem. Robiłam głupie rzeczy, na przykład odwracałam na bok moją odciętą dżinsową spódnicę (zrobioną oczywiście ze spodni), bo dzięki temu czułam się inaczej. Ponadto farbowałam włosy na wszystkie kolory tęczy, a potem ścięłam je w muldkę, przefarbowałam na czarno i zaczęłam nosić wysokie buty za udo i koszulki z grafikami do wszystkiego. Byłam wtedy bardzo związana ze sceną, a bycie sceną oznaczało wyróżnianie się tak bardzo, jak to tylko możliwe… razem. To było w zasadzie mikropasowanie się. Dopasowanie i zbytnie staranie się

Wyróżnianie się to czasami prawie to samo. Ponieważ zawsze jest w tym jakiś cel społeczny. Było to jednak dość urocze i naprawdę fajny okres w moim życiu, w którym co tydzień oglądałam dobre programy.

Przeszłam też fazę ironicznego t-shirtu z przeceny i skarpetek za kolano American Apparel… tak to już jest. Mogłam pozbyć się krótkich niebieskich włosów, ale zachowałam tę sukienkę i szalik w stylu vintage. 2009. Ten płaszcz był prezentem od Bobby’ego, zanim zaczęliśmy się spotykać w 2007 roku. Spódnicę uszyłam ja, a te wysokie buty są z Payless. Wcześniejsze zdjęcia na blogu Te same szorty, 11 lat różnicy.

Nie żałuję tego, żadnego z nich, ponieważ etapy i eksperymenty były niezbędne do znalezienia komfortu i oswojenia się z własnym stylem.

Choć spoglądam wstecz na niektóre z moich wcześniejszych zdjęć na blogu i krzywię się, dostrzegam też elementy mojego stylu i ukochane ubrania, które pozostały ze mną do dziś. Odnajdywałam siebie – i jest 100% szans, że w przyszłości, gdy spojrzę wstecz na mój obecny styl, też się skrzywię. Metoda prób i błędów była najlepszym sposobem na znalezienie tego, co mi się podoba – a poza tym ewolucja jest czymś naturalnym i prawdopodobnie niezbędnym do rozwoju. To, że teraz mi się to nie podoba, nie oznacza, że wtedy

nie było to autentyczne dla mnie. I chociaż nie potrafię wskazać dokładnego momentu, w którym przestałam się ubierać ze względu na cele społeczne lub konkretną estetykę i zaczęłam ubierać się w sposób, który w danym momencie wydaje mi się organiczny, to myślę, że właśnie o to chodzi. To nie jest coś, co dzieje się z dnia na dzień. To przychodzi z wiekiem, z pewnością siebie, z tym, że przestajesz się przejmować tym, co ktoś powie na temat Twojego stroju.

Może i nie pasuję, ale to nie dlatego, że próbuję się wyróżnić.

Płaszcz w stylu vintage (który mam od lat), sukienka pufa Selkie, szalik i torebka w stylu vintage

.

Plecak Kipling x Hello Kitty, sukienka vintage, stary płaszcz J.Crew, ręcznie robiony beret, białe buty gogo. ręcznie robiona sukienka spoonflower z pasującymi elementami .

Obecnie nie zastanawiam się zbytnio nad tym, co mam na sobie. Po prostu noszę to, na co mam ochotę, w zależności od mojego nastroju danego dnia. Zawsze powtarzam: „Po co mieć jedną estetykę, skoro można mieć wszystkie?” i tego się trzymam. Noś to, na co masz ochotę. Radość i pewność siebie podążą za

Tobą.


Czytaj dalej: https://keikolynn.com/2022/03/the-evolution-of-personal-style/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.